Kategorie

  • Brak kategorii

Prośba

Próbowałam w tych zawiłościach odszukać wszelkie wasze adresy, na które kiedyś wchodziłam, ale nic z tego. Zresztą cały mój kod html też poszedł do piekła, a z tego co pamiętam ja sama tam dodawałam załączniki. Mniejsza o to….

W każdym bądź razie: jeśli ktoś miałby ochotę to proszę zostawcie w komentarzach lub na mailu swoje adresy, z chęcią nadrobię zaległości i pokieruje do mnie gdzie indziej niż BLOG.PL  :P

Nie podoba mi się

Brakuje mi czasu, aby zapoznać się z tym nowym blogiem. Po kilkudziesięciu próbach logowania po prostu ogarnęła mnie niechęć….
Pragnę wrócić do pisania….
ale chyba nie tutaj.

Co u mnie ?
Odliczanie….. 25 maj już tuż tuż.
Nie mogę się już doczekać naszego turkusowego wesela :)
A jakie będzie nasze życie ???? hm…. przecież życie uwielbia mnie zaskakiwać.

Całuję was baaardzo serdecznie :)

ZMIANY


Patrząc na ostatnią datę mojego wpisu mogę pochwalić się paroma zmianami w moim życiu.

 

po 1: Rozpoczęłam dietę. Schudłam 20 kg nagromadzonych przez (nie bójmy się tego powiedzieć) niewydarzonego i kompletnie nierozgarniętego pana A.

 

po 2: Chodzę na basen, aerobic, ćwiczę, dbam o swoje ciało i jest mi z tym szalenie cudownie. Nigdy nie czułam się bardziej wyjątkowa niż teraz. Podobam się sama sobie. To grzech ?

 

po 3: Zjednoczyłam się bardziej niż kiedykolwiek z Bogiem. Posiadam sterę listów do Niego, przez co mój czas tutaj został ograniczony. Zresztą czy chcielibyście wysłuchiwać tyle wulgaryzmów? Tylko Bóg ma taką cierpliwość.

 

po 4: Po wreszcie skończonej edukacji i pół rocznemu bezrobociu i opierdalaniu się jak kto może wreszcie mam pracę! Co prawda zarobki mi kompletnie nie wystarczają na „prawie” moje codzienne wydatki, ale lubię wstawać rano i usługiwać moim klientom, słuchać ich marudzenia i narzekania, czasem pretensji nie z tego świata, ależ jakże również rewelacyjne są te ich słowa uznania: „Pani Aniu… Jesteś cudowna, masz ręce nie z tego świata!”. Uwielbiam mimo wszystko świat mojego spa. Bo mowa o masażach, zabiegach, odchudzaniu itp.  

 

po 5: Posiadam swój pierwszy własny samochód. Jestem z niego w pełni zadowolona.

 

po 6: Pozbyłam się rudego koloru włosów. Nie żebym go nie lubiła, wręcz przeciwnie… to jedyna dobra rzecz jaka mi po Panu A. została… ale zmiany są potrzebne. I jest dobrze.

 

po 7:
Oprócz jeszcze drobnych zmian, których znajdzie się mnóstwo jest jedna najważniejsza….

Wychodzę za mąż.

I w tej chwili, kiedy o tym rozmyślam mam zwyczajne proste marzenie: aby znaleźć się teraz nad morzem. I to nie w jakimś pięknym ciepłym kraju o którym marzą wszyscy Ci, którzy nie lubią zimy, albo z miliona innych powodów…. Tylko w naszym. Nad pięknym Bałtykiem. Chciałabym usłyszeć, o czym szumi, ukucnąć na krawędzi wody i lądu, wsłuchać się w wiatr i podpisać się stopą, namalować serce jak szalona nastolatka i wyryć Jego imię na pierwszej lepszej ławce któregoś nadbałtyckiego mola.

Każdy z nas ma takie miejsca, do których z przyjemnością wraca. W których jest jakiś inny, skłonny do niecodziennych refleksji, gdzie przeżywa rewolucję siebie samego i napawa go to nieprzyzwoitą energią. Magia tych miejsc jest na tyle zaczarowana by nadać naszemu, być może byle jakiego życiu, sens i inny być może tor. Widzimy wówczas wiele więcej niż dotychczas, możemy o wiele więcej niż do tej pory, zmysły nam się wyostrzają i patrzymy na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy.

Pokochałam nasze piękne morze. Pokochałam jego słoność i szorstkość piasku. Mogłabym bez końca spacerować plażą, kroczyć przed siebie nie wiem dokąd, nie spoglądając na zegarek, ewentualnie czasem w Jego oczy. Bez żadnych podtekstów i niedomówień. Czysta relacja. My i morze.

Przywiozłam stamtąd piękny pierścionek, który zwie się „zaręczynowy” i który już od prawie roku ulokowany jest na właściwym miejscu.


Kocham Go. Pana T. oczywiście. Pokochałam Jego wiersze i sposób interpretacji życia. Jest coś również we wdzięczności za uratowane życie oczywiście, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nasze trwanie nie we wdzięczności ma swoją rację bytu. Jesteśmy częścią siebie i oficjalnie powiemy to całemu światu 25 maja 2013 roku.

Zamieszkam z Nim co również sprawia mi niepohamowaną frajdę.

Jaki On jest ? Niecierpliwy, mądrzy się, nieustannie zwraca mi uwagę i upomina, pilnuje mnie bym nie jadła czekolady, milczy, kiedy wściekam się na niego, co doprowadza mnie do szaleństwa, tymbardziej, że do mało rozmownych to on nie należy. Lubi mówić. Lubi bardzo dużo mówić, czasem potrafi mnie skrytykować i zrównać z ziemią, ale ja wiem…. Że nie jestem jedną na milion, jestem jedną jedyną. Dla niego idealną. Taką jaką być powinnam. I nie chodzi tutaj o te 20 kg, bo pokochał mnie przed nimi, ale o magię mojej duszy. Chodzi tutaj o śniadania na trawie, o pikniku zimą nad wodą, o uśmiechy przez łzy przy szklankach wódki, o spacerach wiosną i jesienią nie wiadomo dokąd, o długie niebanalne rozmowy o przeszłości i przyszłości, o krew na nadgarstku i bliznę na nodze i nie wiem co jeszcze, bo powodów jest takich tysiące. Czasem tylko mam obawy. Czy to wszysto kiedyś zniknie? Czy magia naszych dni ulegnie zdegradowaniu? Podjeliśmy poważną decyzję i teraz pytanie czy przenikliwy chłód, który czasem pomiędzy nami powstanie utrzyma się tak, że nie będziemy potrafili już splatać palców, grzać naszych dłoni, a nasze spojrzenia i uśmiechy będą topnieć z godziny na godzinę coraz bardziej. Pewnie każdy ma takie wątpliwości, bo każdy ma swoje złe strony… My również mamy swój zły czas. Na szczęście do tej pory on zawsze szybko mijał, ale czy zawsze odpowiednio wyciągamy wnioski ? Czy jesteśmy na tyle ambitni by sprostać wymaganiom naszych pragnień ?    


Kłótnie są nierozerwalną częścią naszego życia. Są chwile, kiedy mam wrażenie, że jesteśmy na tyle różni od siebie, że nasze ścieżki nie potrafią się zetknąć w jedną szeroką, tylko dwie wąskie. Oczywiście, że tak…. Jestem szczęśliwa, mówię Wam, ale tak jak każdy człowiek, czasem jestem daleka od zgody. Jestem wzburzona, przepełniona agresją i złością, mam ochotę być sama. Rozmyślać, płakać w poduszkę, pozwolić wkraść się smutkowi i tęsknocie, zrozumieć, a potem wybaczyć, albo prosić o wybaczenie. Może czasem to ja jestem zbyt przerważliwona. Pewnie tak, ponieważ zbyt łatwo przejmuję się wypowiedzianymi słowami i pragnę usłyszeć słowa przeprosin, ale przenigdy nie stanę się osoba gruboskórną, więc chyba mam do tego prawo ? W końcu to dzięki Niemu jestem TERAZ tym kim jestem, jaka jestem. Zbyt wiele widziałam niewrażliwości ze strony Pana A. żeby teraz nie reagować na najdrobniejsze przykrości. Jestem marną kobietą. Tylko. Nie da się ukryć, że spełnioną kobietą, bo w końcu o tym chciałam Wam tutaj dzisiaj opowiedzieć. Potrzebuję jak każda z Was czasem dowartościowania, którego przez tyle lat mi brakowało, a nagle mam na wyciągnięcie ręki…. Jednak czasem efekt zdarza się jeszcze odwrotny i uboczny.


W ogrodzie mojej duszy chcę sadzić kwiaty, które będą kwitnąć najpiękniej, rosnąć ku słońcu, pachnieć i karmić swą wonią zmysły. Nie chcę, by ogród zarastał chwastami. A słowa, które ranią, szczególnie te wypowiadane przez ukochaną osobę, sieją zielsko. Chcę abyśmy je szybko razem wyrywali. Myk myk… i czmychnąć przez uchylone drzwi naszej sypialni do anielskiego lasu wyściełanego naszymi ulubionymi kolorami, na których możemy się położyć, obdarzyć pocałunkami przepełnionymi namiętnością i czułością wynikającą z naszych dusz.

 

Jak zwykle chaos nie zniknął z moich myśli, które przelewam na papier, czy to elektroniczny czy zwykły, nieważne. Jak zwykle mam zbyt wiele myśli w jednej sekundzie do uchwycenia. Jak to dobrze, że znalazłam kogoś, kto czasem potrafi to ogarnąć J Ale tylko czasem….

 

A fakt, który jest niezaprzeczalny to taki, że inspiracją do napisania tutaj czegokolwiek jest Kasia. Dobrze wiesz, że to ty :P Wszystkiego najlepszego na Nowej Drodze Życia, jeszcze raz.

 

Ciał. Wrócę jeszcze i się upomnę o swoje życie, bez obaw.

Kiedyś….

Zawsze będę wracać….

  

Czysta karta…

Żyję dla T.
Koniec i Kropka.

Kolejnej takiej zimy nie będzie…


Poświęcę siebie dla Ciebie 
Każdą łzę Twą otrę
Nawet gdy chusteczką będzie 
Moje serce od krwi mokre

Obronie Cię przed złem 
Bo dobrze pamiętam 
Każdy Twój sen
I uderzenie Twego serca

Ofiaruje Tobie spokój 
I ciepło Perełko pomimo 
Gdybym miał ze swego boku
Zerwać swoją skórę zimą 

I nią Cię okryć
By nie było Tobie chłodno
Chociaż tak często wątpisz
To ja wciąż w wierze mam ciągłość 

I pamiętaj będę chronił
Twego spokoju nocą
Aż w końcu zapomnisz
Że strach był kiedyś obok

Nie pozwolę Ciebie skrzywdzić
Dziś tak dobrze to wiem
Nie ważne co kto myśli 
Krzywdząc Ciebie krzywdzi mnie

Kiedyś pytałaś mnie 
Czy mógłbym za Ciebie umrzeć
Ale nie wiem czy chcesz
Bym samotny leżał w trumnie 

Jesteś moją Perełką
Jak zabijać to dla Ciebie
Nie ludzi tylko oszczerstwo
Strach i niezrozumienie

Jesteś moją nadzieją 
Której tak bardzo się bałaś
Sama do końca nie wiedząc 
Nią samą się stałaś 

Uosabiasz me pragnienia
Moje marzenia i myśli
A moje wyrzuty sumienia
Są Twoimi tak jak i sny 

Więc jak mogłem się zachować ?
Zostawiając Ciebie samą
Wyrzekł bym się swego Boga
Plując w swoją tożsamość 

Jeśli mamy spłonąć to razem
Dwójka oszustów i złodziei 
Ona oszukuje czas czasem
A on kradnie sen z jej pościeli 

To jedyne Nasze grzechy 
Sprawiedliwość to nie grzech 
Jeśli nie masz w kogo wierzyć
Wiedz Perełko, że masz mnie 

I nie musisz bać się latać
Bo gdy słońce roztopi skrzydła
Będę obok by Cię złapać
I razem odnaleźć przystań
                             (Autor: Pan T.)

Odnalazłam się przy Jego boku.
To nie wyobrażalne.
Powoli. Pomalutku.
Zaczynam czuć szczęście.
Bez Pana A.
Choć i On czasem się pojawi.
Ale zostawiam go daleko w tyle. Zamykam ten rozdział!
Pościągałam nawet zdjecia ze ścian. Odważyłam się na ten krok….
Będą kolejne, obiecuje!
Dziękuje T. za wytrwałość i za to, że….
kolejnej takiej zimy nie będzie!
Nie zniosłabym już tego.
Nie będzie takiej ZIMY!
Prrrr….

nie ma i NIE BĘDZIE!

Ostatnio znów usłyszałam od kogoś, że między nami to była Wielka Miłość jaka się już rzadko zdarza. Wydawało się ludziom, że brakuje na świecie takich ludzi, takiej miłości…. I przeżyli równie bolesny cios jak ja, kiedy mnie zostawił. „Przecież to niemożliwe! Wy na prawdę kochaliście… Widać to było… Byliście na dobre i na złe… Tyle problemów Was łączyło i zawsze dawaliście radę! Byliście wspaniali we dwoje…” i co ja mam powiedzieć takiej osobie teraz ? Kiedyś te słowa wywoływały uśmiech na twarzy, teraz…

Serce wciąż mi krwawi.
Zaczęłam funkcjonowac na nowo.
Wypełniam swój czas Panem T.
ale moje serce wciąż jest Jego.
Pierdolonego Pana A.

Całuję Was wszystkich… zwłaszcza ujawnioną Beatkę. Jakoś tak miło zrobiło się na sercu!

sama nie wiem jaki tytuł

Kiedyś gdzieś tam przeczytałam, albo ktoś mi przeczytał, już sama nie pamiętam, przypomniałam sobie teraz:


„Ktoś zapytał mnie kiedyś co jest dla mnie ważniejsze „Ja czy Życie?” Odpowiedziałam życie..Odszedł niewiedząc że On jest całym moim życiem…”


Zastanawiam się, czy na dzień dzisiejszy obowiązuje mnie ta teoria. Ku swojemu nawet zaskoczeniu dochodze do wniosku, że NIE. Jest jeszcze wielu ludzi, jest jeszcze wiele spraw, jest jeszcze wiele momentów… Tylko dlaczego kiedy wracam do domu wciąż nie potrafie sobie znaleźć miejsca ? Nie ma miejsca dla mnie w świecie. Takiego na stałe. Wszędzie czuję niepokój, ból, do mojego mózgu wciąż napływają coraz to nowsze informacje na temat Jego i jej. Nie ważne gdzie aktualnie jestem… łamię się na pół. Jest jedno miejsce, gdzie czuję spokój… Jedno jedyne… czy mam się Go trzymać ? Wiąże się to z oszukiwaniem siebie i świata. Bo to nie jest rzeczywistość… Siędzę w samochodzie obok T. i czuje spokój. Siedzę w parku na ławce obok T. i czuję spokój. Siedzę i leżę na trawie obok T. i czuję spokój. Jednak dochodzę do kolejnego wniosku: to złudne. To nierzeczywiste, jak wszystko co między nami. Przepraszam… 

Marnuje swoje życie nie potrafiąc wybrać swojego miejsca na świecie. Zaczynam czuć odrazę do pewnej cząstki swojego JA.

Drogi A. zniszczyłeś mnie. Teraz ludzie muszą po Tobie zbierać moje odłamki i napawać sie nimi. A ty miałeś całą mnie. Nie jesteś całym moim życiem… jesteś jego częścia przewodnią, bez której wszystkie inne części nie mają prawa bytu. Po prostu nie cieszą… 

(…) i tak nie przyjdziesz… jesteś facetem bez jaj !

pokochałam Cię bardziej niż kocham i uwielbiam samą siebie.
tak kochałam od 4 lat.
zawsze bardziej.
zawsze za bardzo.
gdybyś przyszedł teraz i chciał wszystko naprawić, powiedziałabym Ci: „poczekaj… aż pożygam się z miłości do siebie. poczekaj… bo zaczynam wierzyć, ze jestem czegoś warta (dzieki komuś)… poczekaj… chcę to poczuć zanim znów zrównasz moja samoocenę z ziemią. na poziomie krecim.”
I tak Do Ciebie przyjdę.. wiesz o tym, pierdolony panie A. !

ale Ty jesteś Tchórzem.
i tak nie przyjdziesz….

Czuję, że przegrywam

Kolejny dzień walki.
Walki ze sobą.
Kolejna noc.
Nie wiem jak długo to jeszcze potrwa.
Nadal pamiętam nas roześmianych.
Jeśli mój strach mnie zniszczy……..
Tracę siły.
czuję, że przegrywam…

4 lata

Dziś minęło by 4 lata naszego związku. Mieliśmy ten dzień spędzić razem. Miało byc miło i uroczo. A tymczasem świętuje ten dzień w samotności, wspominam, podczas gdy ty patrzysz już innej w oczy. Nie w moje. Tylko ja pamiętam, że to był 12 marzec. Po raz pierwszy od 4 lat jesteśmy osobno. Ty gdzieś tam, uśmiechasz się się z Nią, a ja stoję na rozstaju dróg…
z podziurawioną duszą!